Od około miesiąca sporą część mojego czasu pochłania urządzanie własnego gniazda. O ile teraz wszystko się trochę uspokoiło i spędzam na tym zajęciu tylko popołudnia, to przez dwa tygodnie sierpnia nie robiłem praktycznie nic innego. Zero pracy, zero bloga, prawie zero komputera, zero styczności z programowaniem... Dziwne uczucie. Nie były to typowe "wakacje", które mają służyć nicnierobieniu i przerwie w regularnych zajęciach. To była po prostu masa kompletnie INNYCH zajęć.
Czas ten minął jak z dziadowego bicza strzelił - raz, dwa i z powrotem do komputera. O dziwo, było trudniej niż po normalnym rekreacyjnym wyjeździe. Powód był prosty: nie mogłem pozbyć się z głowy natarczywej myśli "czy na pewno programowanie to jest TO COŚ?". Nie było to podyktowane nagłą chęcią jakiejś kluczowej zmiany. Raczej dumaniem: co by było, GDYBY taka chęć się pojawiła?
Zastanawialiście sie kiedyś nad tym? Pewnie - zajęcie jest fajne. Pewnie - kasa jest niezła. Pewnie - satysfakcja z dobrego pomysłu i udanej implementacji jest świetna. Ale... czy nie może być lepiej? Jak by to było: porobić przez rok COKOLWIEK innego?

Brak komentarzy. Bądź pierwszy aby skomentować ten wpis.